-

Sylwia Zientek: Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty.
Kiedy zaczęłam czytać te książkę i autentycznie nie mogłam przestać, zastanawiałam się tylko nad jednym. Dlaczego właściwie tak późno po nią sięgnęłam.
-

Witold Banach: Radziwiłłowie. Burzliwe losy słynnego rodu.
Kiedy dowiedziałam się o istnieniu tej książki zacierałam rączki nie mogąc doczekać się kiedy ją przeczytam. Nastał ten piękny dzień i zaczęłam czytać pomyślałam sobie – no toś się dziewczyno porwała z motyką na słońce.
-

Zyta Rudzka: Krótka wymiana ognia.
Bez owijania w bawełnę, to jedna z najwybitniejszych książek współczesnych, jakie przeczytałam.
-

Christine Féret-Fleury: Dziewczyna, która czytała w metrze.
Niepozorna książka. Spodobała mi się jej kolorowa okładka (wiem, wiem nie ocenia się po okładce bla, bla, bla). Postanowiłam przeczytać. Raczej unikam czytania opisów/recenzji zanim przeczytam pozycję, żeby nie sugerować się czyimś gustem. Dlatego przekonana byłam, że będzie to lekka lektura.
-

Colson Whitehead: Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki.
Każdy kto mnie zna, ten wie, że lektury z historią w tle to to, co lubię najbardziej. Uważam, że taki fabularny sposób przedstawiania historii jest dużo bardziej przystępną formą nauki.
-

Nathaniel Philbrick: Mayflower. Opowieść o początkach Ameryki
Uwaga, uwaga, mój pierwszy wpis z mojego nowiutkiego, pachnącego nowością komputera. Ekscytacja sięga zenitu!!! Z reguły bardzo boję sięgać po książki nagrodzone prestiżowymi nagrodami. Ale to było silniejsze ode mnie. Pamiętam, ze o Mayflower usłyszałam w TVNowskiej Xsięgarni. Jak więc miałam nie sięgnąć?
