-

Roland Lazenby: Michael Jordan. Życie.
A co w sytuacji, kiedy on kocha koszykówkę, a ona kocha czytać? Voilà! Oto przekazuję Ci w ręce książkę, która sprawi, że on będzie miał satysfakcję z czytania, a ona pozna lepiej koszykówkę. Pozycja Rolanda Lazenby’ego jest jednym z lepszych prezentów, które kupiłam mojemu Łachudrze.
-

Iwona Kienzler: Marysieńka i Sobieski. Wielka miłość
Z panią Iwoną miałam już okazję spotkać się przy okazji lektury jej książki W oparach absyntu. Skandale Młodej Polski. Skoro już wtedy było mi mało i miałam ochotę na deser, ogarnąwszy nieco książki, które czekały na przeczytanie, ochoczo wzięłam się za kolejną historyczną perełkę.
-

Francesco Fioretti: Sekretna księga Dantego
Jako pasjonatka kryminałów historycznych strasznie się napaliłam na Dantego, jakkolwiek by to nie brzmiało. Do tego można dorzucić aspekt czysto polonistyczny, czyli interpretowanie Boskiej komedii. Co z tego wyszło?
-

Iwona Kienzler: Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica.
Kto nie zna Sierotki Marysi, niech pierwszy rzuci kamieniem. Komu jest obca Rota z szeregu wystąp! A Co słonko widziało, wie tylko słonko. No chyba, że akurat było Na jagodach. Umówmy się: Konopnickiej nikomu przedstawiać nie trzeba. Tylko, czy aby na pewno…?
-

Carlos Ruiz Zafon: Labirynt duchów
Ot, dzieło godne mistrza. Cień wiatru mnie oczarował, Gra anioła zaintrygowała, Więzień nieba rozczarował. Miłość do Zafona jednak wygrała i nie bacząc na gabaryty, ochoczo zabrałam się za Labirynt duchów. I tak ostatnie kilka dni odmierzał mi nie czas, a prawie 900 stron emocjonującej podroży po Barcelonie.
-

J.R.R. Tolkien: Hobbit
Nie mam co czytać. Znaczy koniec świata bliski. Mój Mężczyzna, przepełniony empatią i dobrą wolą, dał mi Hobbita. I ja wzięłam go byłam, w sensie Hobbita tego, przeczytałam. Znaczy koniec świata bliski.
