Bo szuflada się nie domyka

Poniedziałek, godzina 9, czyli właściwie blady świt… Synapsy łącza się bardzo opornie po dwóch dniach lenistwa. Otwieram „twarzaka”, widzę nieodczytaną wiadomość: „uwielbiam czytać Twoje posty, proszę zrób nam tę przyjemność i załóż znów bloga. Obiecuję, że będę najwierniejszą czytelniczką.” Ale ja? Dlaczego? Przecież byłam grzeczna. Umówmy się – nigdy nie pisałam dla szerszej publiki. Co nabazgrałam, to do szuflady.

Tak czy inaczej, chcąc zrobić przyjemność autorce wiadomości postanowiłam – będę pisać. Niekoniecznie wiem jak to się robi na blogach, bo jednak czytuję inne formy literackie, ale spróbuję. Zapisałam na kartce kilka tematów i w najbliższym czasie je zgłębię. Oczywiście, zanim miejsce to będzie przypominało bloga z prawdziwego zdarzenia, upłynie nieco wody w Wiśle.

Problem nr jeden – o czym ludzie teraz chcą czytać? Ostrzegam, że nie zamierzam być na siłę kontrowersyjna, będę po prostu pisać z serducha, to co myślę, co mnie boli (każdego Polaka coś przecież boleć musi). Będzie subiektywnie do bólu. No to co? No to jedziemy :)

PS. Monia, dobrze wiesz, ze gdyby nie Ty to bym się nie odważyła, dlatego będziesz współodpowiedzialna zarówno za sukces, jak i za porażkę ;)