O komunikacji w komunikacji

Jestem użytkowniczką warszawskiej komunikacji miejskiej. Nie, nie pora jeszcze narzekać na niedziałającą klimatyzację i zablokowane okna [z zachowaniem jedności miejsca i czasu] a narzekanie na fetor, spowodowany narodowym wstrętem do mydła jest już takie banalne. Nie będę banalna. Nie chcę być. Opowiem o tym, jak ludzie tacy jak ja nie muszą oglądać telenowel.
Stało się,  Kindle rozładował mi się wziął był zaraz po tym jak włączyłam go w tramwaju.  I nagle zostałam zaatakowała bodźcami, na które nie byłam gotowa. Zostało mi zafundowane stereo. Z dwóch stron usłyszałam „jasne, mogę rozmawiać,  w tramwaju jestem”. I pomyśleć, że tyle lat, ja, wsiowa dziewucha robiłam to źle. No bo cały czas użytkowania telefonu komórkowego mówiłam, że właśnie NIE mogę rozmawiać, bo jestem w tramwaju / autobusie /furmance. Łotewa. Człowiek uczy się przez całe życie. Także jednym uchem słyszałam, że jakiś on „jedzie do roboty, ale mu się nie chce”, natomiast z drugiej,  że w XXI wieku, dwudziestolatka dowiedziała się, że jest w ciąży w piątym miesiącu. Pewnie dowiedziałabym się więcej szczegółów, ale musiałam wysiadać.

Ludzie!  Błagam… nie chcę słuchać o Waszych kacach,  hemoroidach, rozstaniach. W miejscach publicznych,  jakim niewątpliwie jest pojazd świadczy usługi ztm, wskazana jest odrobina dyskrecji. Znajdźcie sobie inne urozmaicenie podróży. Jak np.  Pani ze zdjęcia,  która robiła na szydełku ubranko dla pisanki. Nie zdążyłam spytać Pani o imię, ale jeśli kiedykolwiek tu trafi to niech wie,że dziś, w jedynce, około 9 rano, została moją idolką.

DSC_0578