Przychodzi baba do lekarza…

Dlaczego nikogo nie dziwi fakt, że raz w roku trzeba zrobić przegląd auta, bo inaczej dostaniemy mandat, ale jak przychodzi co do czego i trzeba iść zrobić profilaktyczne badania, to nagle ogromna liczba moich znajomych robi wielkie oczy i zapiera się nogami i rękami, byleby nie dać sobie upuścić ni kropli krwi do badań laboratoryjnych a  co dopiero inne płyny wyprodukowane przez ludzkie trzewia. Niestety kochani, czasem takie zaniedbanie może mieć opłakane skutki. Wiem co mówię, bo swego czasu dość często korzystałam z usług hoteli eNeFZet-owskich i nie były to bynajmniej turnusy wypoczynkowe w Ciechocinku. 

Kiedyś miałam zadatki na hipochondryczkę z prawdziwego zdarzenia. Niestety, szybko okazało się, że choroby nie są moim wymysłem. Zapałałam szczerą nienawiścią do lekarzy. Nie lubiłam obrzydliwych syropów, nie potrafiłam łykać tabletek, więc rzucałam je za szafę (co szybko zostało odkryte przez Mamę) albo wtykałam kwiatkom w doniczki. O zastrzykach chyba nie muszę nawet wspominać :P Kiedy osiągnęłam wiek, gdy sama mogłam o sobie decydować, skończyłam odwiedzać lekarzy. Oczywiście do czasu, kiedy doprowadziłam do tego, że mój organizm zbuntował się całkiem skutecznie. Odpokutowałam grzechy i teraz czuje się zobowiązana do prowadzenia krucjaty – BADAJCIE SIĘ LUDZIE.
Ja badam się na wiosnę – bo wiosenne porządki zawsze zaczynam od siebie :) Najpierw ciało, potem duch, sprawianie sobie przyjemności, minimum ruchu (nie, ruszanie palcem podczas zmieniania kanału TV się nie liczy) i łeb do słońca! Pamiętajcie, że nikt nie zadba o Was lepiej niż Wy sami :) Możecie robić sobie „przegląd” w tym samym czasie co waszemu autu, [przy okazji kolejnych urodzin, albo wymyślić  inny checkpoint]. Byłam wczoraj w przychodni, pokuli mnie, pobadali, oczywiście coś im nie pasuje, ale przynajmniej mam czyściutkie sumienie i mogę spojrzeć sobie w twarz, stojąc przed lustrem. Jesteśmy cudem, więc traktujmy się cudownie :)