Qlturalnie proszę

Był piękny, sobotni poranek. Wiadomo, który poranek sobotni nie jest piękny. Zniechęcona perspektywą przymusowej wycieczki na drugi koniec Warszawy, pozwoliłam sobie na dłuższe leżakowanie. Padał deszcz, wiadomo, że jak pada deszcz to komunikacja jeździ jak chce. Jest trójka!  Wsiadam, czytam, instaluję, głodna dobrych dźwięków słuchawki w uszach. Skaczę po stacjach radiowych. Nudy, nudy, nudy…I to z tych przerażających nud, bo wszędzie serwisy informacyjne, podsumowujące ubiegły tydzień. O, na Trójce jakiś wywiad z jakimś ludziem, którego nie znam. Podobno gra w jakimś serialu, ale ja jestem szczęśliwą nieposiadaczką pudła zwanego TV. Ludź z eteru mówi dalej. O…wydaje płytę, o…jest coś takiego jak polakotrafi.pl (finansowanie społecznościowe – zajrzyj i zobacz jakie to ciekawe rozwiązanie). Wtedy Niedźwiecki przemówił, płytę słuchał i pozwolił sobie puścić ubi et orbi swój ulubiony kawałek z tejże. No i stało się! Usłyszałam. Po kilku pierwszych taktach dotarło do mnie, że mam otwarte usta a źrenice jakbym była na niezłym haju. O ile na muzyce się nie znam, to zawsze, jak na polonistkę przystało, chłonę słowa. Muzyka sielska, anielska, wpada w ucho, a słowa, słowa Proszę Państwa nokautujące. Jak się wszystko razem wymieszało, to efekt był piorunujący. Po prostu dostałam tym kawałkiem po pysku.

Jeszcze tego samego dnia postanowiłam zgłębić ten nieznany mi twór wokalno-muzyczny. Krokiem pierwszym było wyśledzenie na fejsbuniu. Krokiem drugim kraksa.  Znaczy się zakup płyty Rusin&Trebuchet (czy ja już wspomniałam, że to o ten zespół chodzi?) „Kraksa”. Włączyłam, przesłuchałam, utwierdziłam się w miłości. Ale punkt kulminacyjny miał miejsce w ubiegłą sobotę, kiedy to w pięknych okolicznościach przyrody i nie tylko, w Klubie Chwila, na warszawskiej ulicy Ogrodowej, na scenę weszli uśmiechnięci, wyluzowani Panowie z zespołu. Kurcze, im naprawdę gęby się śmiały i czuć było, że mają ogromną frajdę z tego co i jak robią. Ja rozumiem, że o gustach się nie dyskutuje, że żyję w kraju, gdzie ludzie raczej tańczą [nie] dla mnie, ale ja to kupuję. Kupuję muzykę, kupuję teksty, kupuję wykonanie. No całych ich kupuję. I znowu dostałam muzyką po pysku, tylko tym razem na żywo i wiecie co? Podobał mi się ten pulsujący znak na policzku, który czuję po dziś dzień.

Przy okazji dałam też upust swoim zapędom fotograficznym. :D