O jesieni w głowie. Tej niesezonowej.

Nie planowałam żadnego wyjścia z szafy, nie ukrywam tego, ale jednocześnie nie mówię o tym za dużo, bo i po co. Dziś jest jednak szczególny dzień i postanowiłam sklecić kilka zdań na temat, na który okazuje się ludzie mają bardzo nikłe pojęcie.

Nadszedł piździernik, no nie ma przeproś, lato odeszło, słońce leniwe, letnie sukienki wiszą w szafie. Nie ma. Skończyło się. Aby do wiosny. Ograniczony dostęp do witaminy D powoduje obniżony nastrój, co oczywiście jest zrozumiałe. Fala narzekań, miny smutasów, brak energii, jednym słowem przesilenie jesienne. Nic przyjemnego. Mam jednak pewne przemyślenia. Na jesieni atakuje mnie zewsząd tekst „mam depresję”. Poważnie? Nadużywanie tego słowa boli. Naprawdę. Boli zwłaszcza kogoś, kto walczy z tą chorobą.

Za każdym razem, kiedy ktoś jesienią pyta się mnie, przy gorszym dniu czy mam depresję, odpowiadam, ze tylko amatorzy mają jesienną depresję, a ja jestem profesjonalistka i mam ją cały rok. A potem są salwy śmiechu. W zasadzie to większości moich wypowiedzi towarzyszą owe salwy. No właśnie, bo zazwyczaj ludzie z depresją są to ci, których w życiu byście o to nie podejrzewali. To właśnie ich uśmiech kosztuje najwięcej, a maja go, paradoksalnie, bardzo często na twarzy. Depresja jest jak ciemność, która stopniowo pochłania umysł. Tak trudno to wyjaśnić, tak trudno wytłumaczyć, że „weź się w garść” nie jest takie oczywiste i proste. Rzadko mówimy  o tym, że jest źle i jak bardzo. A kiedy już się otwieramy to dla garstki najbardziej zaufanych osób. Ważne jest to z jaką reakcją się spotykamy. Depresja jest chorobą, jak każda inna, a jak jest się chorym to się idzie do lekarza a nie bierze do serca komentarze; „przesadzasz”, „nie marudź”, „nic ci nie jest”. To nie ma nic na celu. Terapia wstrząsowa może działać na sezonowy spadek formy a nie na chorobę.

Właśnie dziś, w Europejski Dzień Walki z Depresją chciałam zaapelować o zrozumienie. Depresja nie jest sposobem na życie, to nie nasze widzi mi się, to coś, z czym trzeba walczyć a nie wypierać ze świadomości. Kiedy mamy wroga, który wyrządza nam krzywdę to bynajmniej go nie ignorujemy, tylko bronimy się, walczymy. Ogromną rolę odgrywa postawa najbliższych. Czy są oparciem, co oczywiście nie jest łatwe, czy bagatelizują nieme wołanie o pomoc ciągłym nawoływaniem do nie przesadzania i cieszenia się życiem. O niczym innym nie marzymy, tylko trochę nam trudniej. Tak troszeczkę. Rozejrzyj się dookoła, może jest ktoś, kto potrzebuje Twojej pomocy a nie wie jak o nią poprosić… 10% populacji cierpi na depresję a tylko co 5 sięga po specjalistyczna pomoc. Z czego to wynika? Wstyd? Wspomniane wyżej bagatelizowanie objawów i przekonywanie środowiska, że „przecież nic ci nie jest, przestań się użalać”? To ogromny problem, zwłaszcza w ciągle narastającym odsetkiem ludzi z objawami wskazującymi na to schorzenie.

Tylko specjalistyczna pomoc sprawi, że łatwiej będzie nam uśmiechnąć się do przechodnia, a nawet, co trudniejsze, do swojego odbicia w lustrze. Możemy czerpać radość z życia, możemy zepchnąć chorobę na dalszy tor, tylko musimy zrobić pierwszy, najtrudniejszy krok. Przesłanie jest proste – wyleczysz się, jeśli będziesz się leczyć. Nie siedź w klatce choroby, daj sobie pomóc. A Ty, kompanie, partnerze, przyjacielu, przymknij czasem oko na marudzenie, bądź wyrozumiały, w zasadzie to po prostu bądź.