Ciąg dalszy nastąpił.

Stan zdrowia niestety nie pozwala mi napisać dziś posta, którego napisać zamierzałam. Potrzeba pisana do Ciebie jest jednak silniejsza, dlatego mimo braku sił postanowiłam sklecić kilka zdań.

Chciałabym napisać Ci jak mikroskopijny jest świat. Mieszkam w największym mieście w Polsce, a mam takie „szczęście”, że często spotykam tych samych ludzi. Nie mówię tu o osobach, które  mijam codziennie w drodze do pracy, ale o tych kompletnie przypadkowych spotkaniach. Opowiadałam Ci tutaj o tym jakie miałam wątpliwości, pomagając panu, który zaczarował mnie swoją historią o braku możliwości podjęcia pracy, z powodu nieważnego dowodu osobistego. Dałam mu wtedy pieniądze na jedzenie i dowód, poniewczasie przypominając sobie, ze wyrobienie dowodu jest darmowe. Mimo tego małego zgrzytu miałam jednak świadomość, że dobrze zrobiłam. Otóż spotkałam ponownie pana Rafała. Z przykrością muszę stwierdzić, że mnie nie poznał i próbował na mnie dokładnie tę samą gadkę. Tym razem, widząc, że ma spożywcze zakupy w torbie, nie dałam mu żadnych pieniędzy i, mimo wszystko, żałuję. Ciężko jest pomagać z głową, a wydaje mi się, że są sytuacje, że osoba, która bardzo chce wyjść na prostą, nie będzie w stanie zrobić tego bez pomocy osób trzecich. I nie mówię tu wyłącznie o pomocy materialnej.