Eko-czyny, nie słowa.

Źle się dzieje na świecie pod względem troski o środowisko. Liczne akcje mające na celu uświadamianie ludzi są potrzebne, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, ze duża część społeczeństwa myśli, że udostępnienie postu załatwi sprawę.

Nikogo nie zamierzam oceniać, ale z całego serca chciałabym, żeby każdy z nas, oprócz wklejania smutnych zwierzątek i ton plastiku zalewających ocean, spojrzy na siebie bardziej krytycznie. Bo zmienianie świata najlepiej zacząć od siebie. 

Rozejrzyj się dookoła. Ile w ostatnim tygodniu przyniosłeś do domu torebek foliowych? Czy naprawdę kiedy myjesz zęby woda musi być odkręcona? A czy podniesienie po kimś śmieci, którymi nie trafił do kosza, to taka ujma na honorze? Rozumiem, że wołasz razem z innymi na facebooku, instagramie i twitterze, że giną lasy, zwierzęta, że dziura ozonowa się powiększa, ludzie głodują, a białe święta to tylko na pocztówkach. Ale choinka będzie żywa, nie? Bo sztuczna, która służy wiele lat to nie to samo. Bo kupić taką w doniczce, żeby później ją przesadzić do gruntu to za dużo zachodu. Nie wspominając już o tym, że trzeba zrobić menu na święta. Nie do przejedzenia, bo stoły muszą uginać się od jedzenia. Ile w tym roku go wyrzuciłeś? Wiesz, że są miejsca, gdzie to jedzenie możesz przekazać temu, kto najbardziej tego potrzebuje? Pamiętam jak będąc małą robiłam klejone obrazki z makaronu, albo bułki tartej, mąki. Babcia, która pamiętała czasy wojny nie mogła tego zdzierżyć. Opowiadała, że najlepszy chleb jaki jadła, to ten po wojnie, wykopany z ziemi. Dziś, patrząc na wzdęte z głodu brzuszki dzieci w Afryce w życiu nie pozwoliłabym mojemu dziecku na takie marnotrawstwo. 

Sama zaczęłam bardziej świadomie podchodzić do tematu ochrony środowiska całkiem niedawno. Nie, nie jestem kryształowa, ale uparcie, małymi krokami zmieniam swoje codzienne przyzwyczajenia. od ponad roku nie rozstaję się z butelką wielokrotnego użytku firmy Dafi (nie, nie płacą mi za reklamę), która pozwala filtrować wodę kranową. teraz już mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że jest to duża oszczędność pieniędzy i ograniczenie użycia plastiku. Drugim krokiem był zakup zestawu materiałowych torebek do pakowania żywności od Torbaczy (nie, oni tez mi nie płacą). Szybko okazało się, że trzeba kupić drugi zestaw. Zawsze zabieramy je na zakupy i jeśli jeszcze nie wyeliminowaliśmy z naszego gospodarstwa foliówki, to ograniczyliśmy je do minimum i wszystko idzie ku temu, że za chwilę znikną z naszego mieszkania. 

Dodatkowo zarówno jedzenie, jak i kosmetyki skanuję aplikacjami sprawdzającymi ich skład. Peeling do ciała robię z fusów kawy z dodatkiem oliwy z oliwek i żelu pod prysznic. Staram się kupować jak najmniej przetworzoną żywność, zwracając uwagę na to, w co jest zapakowana (jeśli jest wybór między produktem sypkim na wagę, a tym już opakowanym, to skłaniam się ku temu pierwszemu). Posiłki gotuję sama, soki w kartonach (naszprycowane cukrem) zamieniłam na sokowirówkę, której zakup zwrócił się po miesiącu, w domu jest miej opakowań, a warzywa i owoce, które „przeleżały” nie wyrzucam, tylko pakuję do urządzenia i cieszę się bo wiem co piję. Same plusy dla zdrowia, urody i środowiska. 

Aha… i adoptowałam kilka pszczół na adoptujpszczole.pl! Bo pszczoły to życie.

Może nie twierdzę, że to jakieś heroiczne czyny, ale po głębszym przemyśleniu okazuje się, że nawet te małe, proste kroki przyczyniają się do tego, że widząc apele o większą troskę o środowisko, mogę powiedzieć, że działam w tym kierunku, by nie mieć sobie nic do zarzucenia. Opamiętajmy się i szanujmy Ziemię – nasz dom.