Foto środa odc. 19. Ale tak z kwiatka na kwiatek…?

Nie, nie, nie… spieszę z wyjaśnieniem, że nie zamierzam Cię dziś namawiać do rozwiązłości i skakania z kwiatka na kwiatek w standardowym znaczeniu tego powiedzenia. Chodzi o to, że kwiaty są jednym z moich ulubionych obiektów fotograficznych.

Wszystko zaczęło się od tego, że mój kolega z pracy, za każdym razem, kiedy sprawdzał mój blog, mruczał pod nosem: „zobaczmy jaki kwiatek dziś wrzuciłaś”. Nie do końca rozumiałam o co mu znowu chodzi. W końcu okazało się, że rzeczywiście przy kilku wpisach z rzędu zamieściłam zdjęcie, na którym były kwiaty.

Zaczęłam się nad tym mocno zastanawiać. Doszłam jednak do wniosku, że nie będę sobie odbierać tej przyjemności. Kwiaty są absolutnie idealnym i jednym z moich ulubionych obiektów, jeśli chodzi o fotografię. Po pierwsze piękne, po drugie, za pomocą makrofotografii, czyli jednego ze sposobu fotografowania, na punkcie którego mam kompletnego fioła, możemy uzyskać bardzo ciekawe efekty.

Jakiś czas temu, w jednym z poradników fotograficznych przeczytałam kilka wskazówek, jak sprawić, żeby kwiatowe zdjęcia były ciekawe i nietuzinkowe. Pierwszą z nich jest sugestia blisko związana z moją opinią, że zdjęcia mają pokazywać punkt widzenia fotografa. Co zrobić, żeby był on atrakcyjny dla odbiorcy? Zmienić go na nietypowy. Jeśli zawsze kwiaty są przedstawiane rownolegle do obiektywu, spróbuj sfotografować je bokiem. Albo odwrotnie. A może od dołu? Albo wysuń liście na pierwszy plan, pozostawiając kwiat rozmyty. Kiedy masz do wyboru kilka kwiatów obok siebie, też pobaw się ostrością i wybierz tylko jeden, który będzie dominował.

Drugą wskazówką jest zastosowanie odpowiedniego tła. I tutaj radzę iść w minimalizm i prostotę. Czerń i biel. To dwa kolory tła, które genialnie podkreślają piękno kwiatów. Spróbuj!

Teraz słówko „z życia”. Kwiaty potrafią też być wredne. Od lipca mój kaktus przygotowywał się do zakwitnięcia. Dbałam o niego bardzo mocno, pełna nadziei na fenomenalne zdjęcie do foto środy. Pączek był coraz większy, a wraz z nim rosła moja ekscytacja. Mijały miesiące, ale kaktus nadal nie kwitł, mimo naprawdę okazałego pąka. Był już listopad. Wyjechałam na jeden weekend do Rodziców. Dwa dni. Po powrocie okazało się, że kaktus przekwitł. Jak nie porównując głupi kwiat paproci, mój wredny kaktus postanowił nie podzielić się pięknem kwiatka z nikim innym. Morał z tej historii jest prosty. Śpieszmy się fotografować kwiaty, tak szybko więdną i przekwitają.