Książka jest dobra na wszystko.

Dostaję od Was, co z reszta niezmiernie mnie cieszy, wiele wiadomości pod tytułem: jaką książkę kupić na Święta? Postanowiłam ułatwić sprawę i zebrać moje propozycje w jednym wpisie. Zapraszam.

Zacznę może od najmłodszych. Jeśli chodzi o dzieciaczki takie „prosto ze sklepu”, to z całego serca polecam książeczki kontrastowe. Pamiętam jak zdziwiona byłam, kiedy zauważyłam jak takie maleństwa czujnie obserwują te obrazki. Jak dla mnie strzał w dziesiątkę. 

Nieco starsze bąble można uszczęśliwić książeczkami z obrazkami typu na wsi, na plaży, w lesie, które oprócz efektów wizualnych pomogą dziecku poznawać nowe słowa, odgłosy, kolory, kształty… Mając nawet jeden obrazek, z pomocą dorosłego można znaleźć tyle możliwości i tematów do rozmowy w sobie tylko znanym języku, kiedy „hau” to piesek, a „miau” to kotek.

Dla starszaków, którzy już zazwyczaj mają wysublimowany gust literacki świetnie sprawdzi się klasyka. Osobiście poszukałam w pamięci i próbowałam sobie przypomnieć jakie książki sprawiały mi radość w pierwszych latach szkoły. Z pamięci recytowałam Wronę i ser Jana Brzechwy, zaczytywałam się w Cudaczku – Wyśmiewaczku Julii Duszyńskiej. Do dziś znam na pamięć początek Pchły Szachrajki, która w moim odczuciu jest doskonała. Będąc również nianią dwóch przedszkolaków z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że zdają egzamin tradycyjne baśnie Andersena, czy braci Grimm. 

Poprzeczka rośnie przy dzieciakach, które są już (w ich odczuciu) męczone lekturami. Ale tu zdaję się na ekspertkę Danusię i jej blog https://czytankidanki.wordpress.com/

Dla nastolatków to wiadomo… Harry Potter (choć sama dałam sobie spokój po 3. części), myślę, że komiksy też zdadzą egzamin (Marvel zawsze bliski memu sercu). Dziewczynki natomiast u mnie mają monotonię, bo Jeżycjada jest cyklem ponadczasowym i niepowtarzalnym. 

Kupując książki dla pozostałych, tak powiedzmy od 16+ trzeba się już dokładniej zastanowić nad tym, co ich interesuje, jakie klimaty mogą ich wciągnąć, bo jednak to już jest świadoma, bardziej wybredna i potrafiąca porzucić (na zawsze!) lekturę grupa. Moje typy tak zwane uniwersalne, które powinny przypaść każdemu do gustu to Zafon, Mróz i… wszelkiego rodzaju biografię. Bo przecież mamie można kupić Jana Kaczkowskiego, tacie Wojewódzkiego, babci Bodo a dziadkowi Pileckiego. Jest to kategoria literacka, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Tak myślę.

To co zawarłam w tym wpisie to moje luźne myśli i ledwie sugestie, jeśli chciałbyś otrzymać jakieś konkrety, zawsze możesz napisać. Razem dobierzemy odpowiednią książkę, do osoby, która ma być obdarowana. Bo książka jest najlepszym prezentem.