Recenzje,  Tokarczuk Olga

Olga Tokarczuk: Czuły narrator

Wydaje mi się, podkreślam, wydaje mi się, a nie twierdzę, że jest to aksjomat, że współczesny, świadomy czytelnik z każdej książki potrafi coś „wycisnąć”. Zakładam, że właśnie takich czytelników tutaj przyciągam (nawet jeśli tak nie jest, to chcę w to wierzyć!), pozwolę sobie więc mówić dalej o „nas”, jako o świadomych czytelnikach, optymistycznie uogólniając. Olga Tokarczuk w Czułym narratorze pomogła mi poukładać tę kwestię w głowie.

O Oldze Tokarczuk napisałam kilka zdań przy okazji recenzji książki Prawiek i inne czasy. Niewiele się od tamtej pory zmieniło. Mam nieodparte wrażenie, że wciąż wielu czytelników odmawia sobie sięgnięcia po książki naszej noblistki. Otwartym pozostaje pytanie czy to z obawy przed niezrozumieniem, czy swego rodzaju uraz psychiczny po tym, jak katowano nas w szkole dziełami noblistów. Tak czy inaczej niezwykle bawi mnie krytyka tych, którzy na Tokarczuk wieszają psy, a jednocześnie, spytani, która książka wzbudziła w nich takie emocje, z rozbrajającą szczerością przyznają, że niczego, co wyszło spod pióra tej pisarki, nie przeczytali. No kochani, jak idziemy na wojnę, to warto przed pierwszą walką poznać nieco przeciwnika… Czuły narrator to pierwsza książka Olgi Tokarczuk, wydana po otrzymaniu przez nią nagrody Nobla. I powiem Wam, że to właśnie ta pozycja, która równie dobrze mogłaby nosić tytuł Poznajmy się.

Olga Tokarczuk – obserwatorka

Czuły narrator to zbiór esejów, opisujący świat, postęp, literaturę i twórców. Chociaż z drugiej strony w takiej samej mierze opisujący, co poszukujący odpowiedzi na podstawowe pytania. Na początku mamy refleksje nad zmianami na świecie. Potem przechodzimy do smutnego wniosku, że świat stracił swoja tajemnicę. Konsumpcjonizm niesie ze sobą nieodwracalne skutki. Warto dodać, że w dużej mierze są to skutki opłakane. W rezultacie duża część społeczeństwa, bezrefleksyjnie goni za dobrami, a ich apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wiecznie brakuje nam czasu, w wyniku czego życie przypomina gonitwę. Tym samym coraz częściej, z powodu tego niedoczasu, umykają nam wartościowe relacje. Coraz więcej z nas mierzy się z samotnością. Możliwość podróżowania, narzędzia, umożliwiające nam komunikację z każdym zakątkiem Ziemi, sprawiły, że świat się skurczył. A potem przyszła pandemia. Tym samym zostaliśmy zmuszeni do tego, żeby przeorganizować swoje życie. Zwolnić i zastanowić się co dalej. Tokarczuk to wszystko widzi i dzieli się tym z czytelnikiem. Wchodzimy w jej punkt widzenia.

Punkt widzenia twórcy

Oprócz rozważań o świecie, dużą część książki zajmują przemyślenia o twórcach. Nie ukrywam, że te fragmenty czytałam z wypiekami na twarzy. Sami zobaczmy! Mam nieodparte wrażenie, że żyjemy w czasach, kiedy więcej osób wydaje książki, niż je czyta. Przerażające, ale prawdziwe. Olga Tokarczuk przybliża nam czasy, kiedy wydanie książki nie było bułką z masłem, tylko poważnym, czasochłonnym przedsięwzięciem. Dziś każdy może zostać pisarzem, co wiąże się z tym, że czytelnicy zasypywani są literaturą stawiającą ilość nad jakość. W Czułym narratorze autorka zaprasza nas do kuluarów pisarstwa. Obnaża się, opowiadając jak tworzy, jak rozkłada pracę i buduje bohaterów. To szalenie intymne. Jednocześnie obdziera czytelnika z tego przeświadczenia, które rozpanoszyło się współcześnie, że pisać może każdy, bo to takie lekkie i przyjemne zajęcie. Nic bardziej mylnego. Tokarczuk wprost pisze, że dla niej pisanie to ciężka praca fizyczna, której nie lubi! Cieszę się, że mimo wszystko jej nie porzuciła.

Co z tym wstępem?

Tak, pamiętam jeszcze co napisałam we wstępie i o co mi chodziło. Każda książka, świadomemu czytelnikowi (czyli takiemu jak my), kolokwialnie rzecz ujmując „robi coś w głowie”. Nie ważne czy sięgnie po książkę dla dzieci, bardziej niż żenujący romans, czy dzieło literatury światowej. Konkludując – Czuły narrator jest dla mnie książką pokazującą indywidualizm twórcy. Tak, mam się za twórcę. Tworzę głównie recenzje, a warto zaznaczyć, że najbardziej na świecie nie lubiłam pisać w szkole recenzji. Bo jak to wyglądało? „Czytałam taką, a taka książkę. Była o tym i o tym. Podobała mi się (tak było najłatwiej, nie narażając się na krytykę i niepotrzebne pytania) z tego i tego powodu.” A nie daj Boże była to recenzja na jakimś pisemnym egzaminie! To jeszcze można było dostać w nos za to, że nie wstrzeliło się w klucz! Nie chcę takich recenzji. Chcę tego indywidualizmu, o którym pisze Tokarczuk. Chcę pisać co książka „zrobiła mi w głowie”, a nie o czym jest. Właśnie dlatego tak bardzo cieszę się, że mam to miejsce, gdzie mogę pisać o książkach na własnych zasadach.

Jeszcze na koniec

Bardzo ważna rzecz! Muszę podzielić się z Wami jeszcze tym, jak ja czytam książki, które napisała Olga Tokarczuk. Otóż czytam je uważnie. Delektuję się każdym słowem, zdaniem i ich konstrukcjami. Pytasz mnie na czym polega fenomen tej pisarki? Dla mnie to prostota. Wydawać by się mogło, że noblistka używa wyszukanych, trudno zrozumiałych słów. Tymczasem godne uwagi jest to, że słowa proste potrafi skomponować w taki sposób, że po jej tekstach się płynie! Bez wątpienia te chwile, kiedy czytam Olgę Tokarczuk mogę nazwać drogą rozwoju literackiego, obserwacją kapitalnego warsztatu i nieszablonowej stylistyki. Ale pamiętajmy, że nie to ładne, co ładne, a co się komu podoba. Mnie się podoba!